NIE CHCĘ UDOWADNIAĆ, ŻE JESTEM KOBIETĄ

Zwiększanie poczucia własnej wartości, włączanie się w proces integracji osób z niepełnosprawnościami, odkrywanie swojej kobiecości – o takich celach mówią uczestniczki konkursu Wybory Miss Polski na Wózku. Czy jednak w stosunku do każdej formy integracji należy zachować bezkrytyczność, uznając, że to cel jest ważniejszy od metod, jakimi próbuje się go osiągnąć? Kierując się takimi wątpliwościami, Marta dziś cieszy się, że jej przygoda z konkursem skończyła się wcześniej, niż planowała.

1

W sierpniu bieżącego roku odbył się finał 2. edycji konkursu Miss Polski na Wózku, organizowanego przez Fundację Jedyna Taka. Jego celem, zgodnie z informacjami zawartymi na stronie internetowej wydarzenia, jest „zmiana wizerunkowa osób z niepełnosprawnością, przynależność do społeczeństwa i traktowanie osób z niepełnosprawnością w granicach normy społecznej” (opis ze strony www.jedyna-taka.pl). Niefortunne określenia niewątpliwie służą słusznej sprawie. Katarzyna Wojtaszek, współzałożycielka fundacji i wózkowiczka, wyjaśnia, dlaczego zdecydowała się zorganizować wybory miss dla kobiet poruszających się na wózkach: Dzięki konkursowi i wszystkim towarzyszącym mu wydarzeniom uczestniczki stają się bardziej pewne siebie. Konkurs pełni przede wszystkim funkcję motywacyjną – zarówno dla osób pełnosprawnych, jak i niepełnosprawnych. Z jednej strony chcemy oswoić innych z widokiem osób na wózkach, sprawić, by był to pozytywny aspekt niepełnosprawności, z drugiej – staramy się udowodnić, że wózek nie powinien być wymówką dla samych niepełnosprawnych. Widzę w tym wydarzeniu nie tyle konkurs, co inicjatywę społeczną.

Dlaczego fundacja zdecydowała się jednak sięgnąć właśnie po konkurs piękności jako narzędzie do osiągnięcia postawionych sobie celów? Pani Katarzyna wyjaśnia: Takie wybory są organizowane również w innych krajach. Chcemy wpłynąć szczególnie na młodsze pokolenia, zaszczepiać w nich empatię. Wybory miss same w sobie są jednak wydarzeniem, które uprzedmiotawia kobietę i sprawia, że jest ona oceniana wyłącznie przez pryzmat wyglądu. Czy jest to zatem właściwy sposób na oswajanie już i tak nadszarpniętego wizerunku kobiet na wózkach? Zapytałam o to Martę Zając, 20-letnią studentkę, autorkę bloga Wonder Woman on Wheels i uczestniczkę pierwszego etapu I edycji konkursu: Z definicji są to dla mnie wybory, w których liczy się wygląd, uśmiech, makijaż i ładne ciało, a nie intelekt. To konkurs, który istnieje od zawsze. Nie potępiam tego, ale nigdy go nie śledziłam. Wybory miss nie budziły mojego zainteresowania, bo są dla mnie bezwartościowe.

Zapytałam zatem, dlaczego postanowiła wziąć udział w Wyborach Miss Polski na Wózku. To był czas, kiedy założyłam konto na portalu modelingowym i liczyłam na to, że udział w konkursie może być szansą na nawiązanie kontaktów. Na pewno chciałam też udowodnić coś samej sobie i stać się bardziej pewna siebie, ale to były drugorzędne cele. O konkursie powiedziała mi koleżanka, która sama go nie popierała, ale postanowiła dać mi znać. Nie wiedziałam, jak to będzie przebiegało. Nie byłam pewna, czy spełnię potencjalne wymagania, ale okazało się, że przyjmowano wszystkie kandydatki. Dla mnie wybory miss mają określony charakter, a uczestniczki zgłaszały zupełnie amatorskie zdjęcia. Ja wysłałam zdjęcia z sesji – takich zgłoszeń było niewiele. Nie ukrywajmy, że w wyborach miss chodzi jednak o urodę. O przejściu do kolejnego etapu decydowały głosy internautów. Postanowiłam nie udostępniać informacji o swoim udziale w konkursie, dlatego moja przygoda z wyborami zakończyła się wcześniej. To była świadoma decyzja. – wyjaśnia Marta.

3

Wymagania wobec kandydatek przedstawione na stronie fundacji wyznaczają pewne kryteria: „Wymagane jest ważne orzeczenie o stopniu niepełnosprawności ze wskazaniem do poruszania się na wózku. Oznacza to, że nie muszą to być osoby, które w ogóle nie wstają z wózka, ale takie, które się go nie wstydzą”. Z jednej strony celem akcji jest zepchnięcie wózka na drugi plan w postrzeganiu kobiet z niepełnosprawnościami, z drugiej jest to konieczny warunek uczestnictwa w konkursie. Organizatorki i organizatorzy w dość niezręczny sposób usiłują dodatkowo zdefiniować stopień konieczności korzystania z wózka, co z kolei prowadzi do niezamierzonego wartościowania samych wózkowiczek – czy te, które korzystają z niego na stałe, są gorsze lub bardziej niepełnosprawne? Gdzie należy szukać integracji w wydarzeniu, które już na etapie rekrutacji selekcjonuje kobiety ze względu na stopień sprawności, a ostatecznie także na rodzaj niepełnosprawności? W Polsce nie istnieje problem postrzegania kobiet na wózkach, tylko kobiet z niepełnosprawnościami, czyli również tych z niepełnosprawnością wzrokową, z zaburzeniami mowy, chorujących na albinizm czy zespół Tourette’a. Takie kryteria nie zniechęciły jednak kandydatek do nadesłania zgłoszeń.

Katarzyna Wojtaszek wyjaśnia, że angażowanie pełnosprawnych dziewcząt nie pokrywałoby się z celami konkursu, ponieważ pełnosprawna kobieta nie wstydzi się wózka, nie jest to dla niej temat, z którym musiała oswajać i siebie, i swoje otoczenie. Dodaje, że dla uczestniczek to możliwość pracy nad sobą oraz nad budowaniem poczucia własnej kobiecości. Znam jednak osobiście kilka kobiet, które wzięły udział w konkursie, choć nie miały potrzeby pracować nad swoją kobiecością bądź przekonywać siebie czy innych o tym, że mają do zaoferowania coś więcej niż wózek.ziś część z nich nie zgodziła się ze mną porozmawiać ze względu na podpisaną z fundacją umowę, która nie pozwala im negatywnie wypowiadać się na temat konkursu.

Zdaniem organizatorek i organizatorów wydarzenie spotyka się głównie z pozytywnym odzewem i w większości z entuzjastycznymi komentarzami. Po rozmowach z grupą kobiet z niepełnosprawnościami, odnoszę jednak wrażenie, że głosy sprzeciwu, które coraz częściej stają się słyszalne, są bagatelizowane przez autorki i autorów konkursu. Wybory Miss Polski na Wózku zaistniały w społecznej świadomości jako wydarzenie powszechnie popierane nie tylko przez osoby pełnosprawne, ale także przez środowisko samych niepełnosprawnych, choć nikt nie zdecydował się otwarcie zweryfikować, jak jest faktycznie, a mogłoby się okazać, że stanowisko domniemanej mniejszości jest przeważające.

2

Marta Zając: Większość moich niepełnosprawnych koleżanek podziela moje zdanie. Można by powiedzieć, że „hejtujemy” tę akcję, ale tu chodzi o szukanie właściwej metody. Mój rehabilitant spytał mnie kiedyś, dlaczego nie biorę udziału w tym wydarzeniu. Gdy wyjaśniłam swoje stanowisko, odpowiedź była krótka: „Wiesz co, masz rację”. Jeśli ktoś nie ma do czynienia z osobami niepełnosprawnymi, wychodzi z założenia, że to fajnie, że coś się dla nich robi, nie zastanawiając się nad rzeczywistym sensem, którego według mnie brak w przypadku wyborów miss. Organizatorzy chcieliby pokazać te kobiety z fajnej strony, ale nie wiedzą, jak to zrobić.

Czy najprostsze rozwiązania nie okazałyby się tymi najskuteczniejszymi? Jeżeli w sposób rzeczywisty chcemy wpłynąć na wizerunek kobiet z niepełnosprawnościami, to czy ocenianie ich urody naprawdę wymaga organizacji oddzielnego konkursu i czy faktycznie ocenia się wówczas urodę kandydatek? Marta sądzi, że ludzie odczytują to w zupełnie odwrotny sposób: Ogólny odbiór jest inny: „Jesteś na wózku i się pokazujesz, jesteś niezwykła”. W czasie finału ludzie są zachwyceni tym, że osoba na wózku pojawia się na scenie. To zbyt błahe. Nikt nie jest niezwykły tylko dlatego, że korzysta z wózka. Czy o sukcesie zatem nie powinno się mówić wtedy, gdy w typowych wyborach miss między pełnosprawnymi kobietami pojawiłaby się także kandydatka na wózku? Pozycja siedząca, choć zasadniczo mniej atrakcyjna, ale znana także pełnosprawnym kobietom, nie jest powodem do tego, by tworzyć oddzielny kanon piękna. W takim podejściu dominuje wykluczenie, nie integracja.

Zapewne wśród uczestniczek są kobiety, które bez względu na wózek zdecydowałyby się spróbować swoich sił w świecie mody bądź konkursach piękności, mając szanse na odniesienie sukcesu, ale czy ten sukces smakuje tak samo, jeśli wśród rywalek z założenia znajdują się wyłącznie kobiety na wózkach? Wiem, że organizatorki i organizatorzy mają poczucie wyższego celu, ale dlaczego sięgają właśnie po wybory miss? Wiele fundacji organizuje warsztaty i obozy dla kobiet z niepełnosprawnościami, potrzebujących wsparcia w dostrzeżeniu w sobie nie tylko kobiety, ale także matki czy partnerki. Takie wydarzenia prowadzone są przez liderki, które dzielą się zarówno praktycznymi radami, jak i własnym doświadczeniem, pokazując, że niepełnosprawność nie definiuje ich kobiecości, choć jest ich częścią.

Wybory Miss Polski na Wózku stygmatyzują środowisko osób z niepełnosprawnościami, które ponownie stają się przedstawicielkami i przedstawicielami trzeciej płci. Zbyt znaczna większość społeczeństwa wciąż wychodzi z założenia, że każde działanie podjęte na rzecz osób niepełnosprawnych ma sens i jest inicjatywą, którą warto wspierać. Niewielu jednak analizuje rzeczywisty wpływ licznych akcji pozornie służących integracji. Szukając przykładów, można zacząć od najprostszego rozwiązania, jakim są toalety – najczęściej oznakowane w następujący sposób: toaleta męska, damska oraz aseksualna (bądź koedukacyjna) toaleta dla osób niepełnosprawnych (najczęściej połączona z przewijakami, czyli przeznaczona dla rodziców z małymi dziećmi). Kolejny przykład stanowią sklepy odzieżowe dla osób z niepełnosprawnościami. To oburza wiele kobiet, które przy dzisiejszym wyborze wszelkiego rodzaju asortymentu nie chcą być traktowane jak osoby drugiej kategorii. Potwierdza to Marta: Dla mnie to nie problem, że przez skoliozę muszę kupić większą kurtkę. Gdy ktoś ma dużą stopę lub szerokie biodra, to ma dokładnie taki sam problem. To nie jest integracja, ale sami sobie na to zapracowujemy, choćby takimi akcjami jak wybory miss. Czasami ma się ochotę powiedzieć: „Macie, czego chcieliście, i zobaczcie, jak to wygląda”. Takie podejście wkracza również na rynek pracy, na którym znajdziemy wiele ogłoszeń adresowanych do osób z orzeczonym stopniem niepełnosprawności. Skoro to orzeczenie stanowi podstawowe kryterium oceny, nietrudno zgadnąć, że w większości są to oferty stanowisk, w których kompetencje mają co najmniej drugorzędne znaczenie w procesie rekrutacji, dlatego większość takich ogłoszeń dotyczy gorzej płatnych i mniej prestiżowych ofert. Kluczem do skutecznych zmian jest nie tylko znalezienie właściwej definicji integracji, która w wielu przypadkach brzmi podobnie, ale też wskazanie odpowiednich narzędzi do jej osiągania.

Katarzyna Wojtaszek: Integracja jest głównym powodem, dla którego większość dziewczyn decyduje się na udział w konkursie. Według mnie przez integrację należy rozumieć pozytywną odsłonę niepełnosprawności, codzienną motywację. To podjęcie wspólnego działania na różnych, ale równych zasadach, którego celem jest całkowite włączenie osób niepełnosprawnych w życie społeczne. To proces.

Marta Zając: Po co przeprowadzać integrację na siłę? Jeżeli ktoś chce mnie poznać, to podejdzie. Często spotykam ludzi, których ciekawi, jaka jestem. Integracja to po prostu kontakt pełnosprawnych z niepełnosprawnymi na równych10402581_354260791389159_7413049418268517143_n zasadach.

Z pewnością dla niektórych kandydatek konkurs okazał się trampoliną do lepszej samooceny. Zdaniem niektórych to przesądza o zasadności organizowania wyborów. Z drugiej strony sprawia, że część osób stoi w moralnym rozkroku pomiędzy przekonaniem, że jeśli można komuś pomóc, to jest to zasadne, a poczuciem, że jest to wydarzenie, które zakorzenia stereotypy i definiuje określoną grupę osób w sposób sprzeczny z założeniami działań integracyjnych.

Marta Zając: Jeśli można komuś pomóc, to ma to sens, ale tu już nie chodzi o jednostki, bo przez wybory dochodzi do uogólnienia. Uczestniczki, chcąc nie chcąc, stają się przedstawicielkami kobiet na wózkach, a ja nie godzę się z tym, że występują w moim imieniu. Mnie się nie chce udowadniać, że jestem kobietą, bo sądzę, że nie muszę tego robić. Jeśli chcemy zwrócić uwagę na kobietę, to co pokazuje sesja z motylem? „Udowodnijmy ludziom, że kobiety na wózkach są kobietami” – to przesłanie to dla mnie dramat.

Organizatorki i organizatorzy twierdzą jednak, że przedstawiają wyłącznie swoje zdanie, nie chcą mówić w imieniu pozostałych kobiet. Chcą także wprowadzać rozwiązania, których potrzeba wyłania się wraz z kolejnymi edycjami wyborów: Konkurs ewoluuje. Mierzymy się także z pewnymi ograniczeniami finansowymi, ale próbujemy dążyć do zmiany struktury samego wydarzenia. Chcemy, by to jury decydowało o wyborze laureatek. To nie zmienia faktu, że jak każdy mamy prawo do zrzeszania się i zabrania głosu. Nikomu nie narzucamy swojego zdania.

Nie sposób odmówić organizator(k)om wielu sukcesów – kobiety na wózkach pojawiły się w mediach, w przygotowaniach zawodowo sprawdziły się inne osoby z niepełnosprawnościami (np. makijażystka), osoby pełnosprawne zaangażowane w organizację przedsięwzięcia przekonały się, że za odstraszającymi społeczeństwo wózkami stoją ludzie – równi, choć różni. Za najważniejszy element konkursu można zdecydowanie uznać utożsamienie się ze swoją niepełnosprawnością. Żeby zdobyć głosy internautów, uczestniczki promowały swoje zdjęcia na popularnych portalach społecznościowych, przekazując jasny komunikat: „Tak, poruszam się na wózku i nie mam zamiaru się tego wstydzić”. Ta deklaracja może wydawać się banalna bądź oczywista. Jest to jednak dla wielu osób z niepełnosprawnościami jeden z najtrudniejszych progów, które muszą pokonać. To właściwy kierunek, ale sama metoda stoi w sprzeczności z innymi działaniami podejmowanymi przez fundację, które skutecznie odmieniają integrację przez przypadki. Jedyna Taka współorganizuje ogólnoświatowy bieg Wings For Life oraz prowadzi integracyjną agencję modelek Butterfly Agency Models. W takich działaniach dostrzegam większy potencjał niż w wyborach, których zwyciężczynie nie stały się ambasadorkami osób z niepełnosprawnościami.

Bez względu na liczbę wybałuszonych w ciekawskim podglądactwie oczu kobiety z niepełnosprawnościami są matkami, siostrami, partnerkami i singielkami. Chcę widzieć, że kobiety na wózkach dumnie prowadzą do przedszkola swoje pociechy, z radością wybierają kolejną parę szpilek, ale też dają sobie prawo do gotowania w dresach czy czytania ulubionych kryminałów w wyblakłej piżamie. Chciałabym, żeby każda kobieta miała prawo do stworzenia własnej definicji kobiecości, którą być może sześć razy zmieni, dwa razy przeklnie, ale z którą za każdym razem się utożsami, bo sama ją napisze. Z tego powodu nie chcę być mimowolnie przypisywana ani do grupy zaniedbanych inwalidek, ani niepełnosprawnych dziewcząt poszukujących własnego potencjału, ani pozbawionych kompleksów wózkowiczek. Tworzenie pojęcia „kobiety na wózku”, utożsamianego ze swoistym zjawiskiem społecznym, jest barierą, a nie pomostem w budowaniu równego społeczeństwa. Dlatego nie jestem „kobietą na wózku” – jestem i kobietą, i osobą na wózku. Konkurs miss sam w sobie przeczy idei równości kobiet, sprowadzając ich potencjał do wąskiej talii, wymodelowanych włosów i kuszącej prezentacji bielizny. Tym bardziej wybory miss organizowane przez Fundację Jedyna Taka nie wpisują się w moje rozumienie równego traktowania, ponieważ mimo wszystko sprawiają, że jedynym sposobem na przełamanie wizerunku kobiet na wózkach staje się zaangażowanie ich do konkursu, który tę kobiecość spłyca, podważa i deprecjonuje. Wózek nie predestynuje mnie do tytułu superbohaterki, na który każda z kobiet może zasłużyć wyłącznie swoim działaniem. Nie potrzebuję udowadniać, że jestem kobietą i nie chcę, by ktokolwiek robił to w moim imieniu.

Katarzyna Bierzanowska – tłumaczka, autorka inicjatywy „Nie-pełnoprawna”, prowadzonej na rzecz przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na stopień sprawności oraz zwiększania społecznej świadomości dotyczącej tematyki niepełnosprawności, członkini organizacji Homo Faber, działającej na rzecz praw człowieka poprzez przyglądanie się relacji między jednostką a władzą oraz prowadzenie rzecznictwa na rzecz grup mniejszościowych.

Redakcja: Anna Walas


Niniejszy tekst powstał w ramach II edycji programu „Różnorodność społeczna w mediach – tworzenie przekazów medialnych z uwzględnieniem standardów równego traktowania”, przeprowadzonej przez Fundację na rzecz Różnorodności Społecznej (FRS) w 2014 r. Program skierowany jest do studentów i studentek, planujących przyszłą działalność zawodową w mediach. Jego celem jest podniesienie wiedzy i umiejętności, niezbędnych do tworzenia przekazów medialnych na temat różnorodności społecznej w Polsce. We wrześniu 2014 r. uczestniczki i uczestnicy programu wzięli i wzięły udział w cyklu zajęć, warsztatów i spotkań, poszerzających ich wiedzę na temat zasady równego traktowania oraz przeciwdziałania dyskryminacji. Jednym z zadań osób, biorących udział w programie „Różnorodność społeczna w mediach”, było przygotowanie autorskich materiałów dziennikarskich, dotyczących wybranych przez nie zagadnień, związanych z różnorodnością społeczną w Polsce. Poniższy tekst jest jednym z nich. Więcej o programie „Różnorodność społeczna w mediach”: www.ffrs.org.pl.