Mały niedosyt

Mały niedosyt

Dawno nic nie opiniowałam, a ostatnio miałam okazję odwiedzić przydrożny zajazd, który postanowiłam pokazać. Ogólnie rzecz biorąc, muszę przyznać, że ku mojemu zaskoczeniu coraz więcej zajazdo-gospodo-chato-karczm w Polsce myśli o potrzebach osób z niepełnosprawnością. Często dość łopatologicznie, ale to cieszący trend. Zajazd „Do syta” w Ostrowie pod Warszawą to nieco sentymentalna podróż, ale też świetny przykład miejsca, o którym pełnosprawni powiedzieliby niepełnosprawnym: „Przystosowane!”. Przystosowane, ale nieużytkowe i z niezależnością niestety nie może być zestawiane.

– Główne wejście ma 2-3 schodki (niestety nie mam zdjęcia, postaram się kiedyś dodać), ale wejście dla wózkowiczów znajduje się od strony parkingu (po prawej stronie od głównego), więc w moim utopijnie idealnym świecie brakuje oznaczenia.
– Podjazd… jest, ale zbyt stromy i ograniczony blokadą, co by drzwi się nie obijały, a niepełnosprawny jeszcze raz się zastanowił, czy chcę wejść.
– Zza blatu mnie absolutnie nie widać, więc sama ani nie wezmę menu, ani nie zapłacę, ani nie kupię pomarańczowego Tarczyna.
– Toaleta gate: oznakowania mówią, że tylko niepełnosprawne kobiety mają przywilej skorzystania z przystosowanej łazienki. Toaleta jest zadbana i przestronna, ale bez poręczy. Do tego mamy drzwi za drzwiami, z czego te bezpośrednio do toalety nie otwierają się do końca, więc wózkom elektrycznym (o skuterach nie mówiąc) nie wróżę najlepszych warunków. Przez złe ułożenie drzwi, wszyscy w restauracji mają doskonałą możliwość obserwować nasze zmagania w dostawaniu się do łazienki. Szkoda, bo wyjściowo można było to dużo efektywniej i łatwiej rozwiązać.
– Latem można z kolei skorzystać ze stolików na zewnątrz (choć ja nie lubię barowych, zewnętrznych stołów, bo są okalane długimi ławami z obu stron, a z boku skrzyżowanymi nogami, co też blokuje mi dostęp na wózku).
– Nie mogę jednak nic zarzucić pracownikom, co mnie bardzo cieszy. Panie są uprzejme, pomocne i zapewne dość bezradne w kwestiach architektonicznych pomyłek. Poza tym przepysznie gotują, więc mimo niedoskonałości na pewno jeszcze nieraz syta będę wracała do domu na trasie Warszawa-Lublin.

Są to pozornie nieznaczne przeszkody. Osobiście byłam zdumiona, że nieduży przydrożny zajazd wprowadził rozwiązania, które mimo wszystko stanowią duże ułatwienie. Bardziej chodzi mi jednak o niewykorzystane możliwości, bo wystarczyło zaprosić jedną osobę na wózku w czasie wprowadzania pomysłów w życie i wtedy z pewnością większości moich zastrzeżeń mogłabym dziś powiedzieć „delete”, a na mapie Polski mielibyśmy kolejny, bezbłędnie przystosowany lokal.

Zajazd „Do syta”
Ostrów 72